Link :: 29.11.2007 :: 13:27
[109]
Bo okazuje się, że moje jakiekolwiek życie uczuciowe, nawet w tak upośledzonej formie e-mailowania z facetem z drugiego końca Europy, po prostu nie ma racji bytu. Nie ma. Bo kończy się, zanim na dobre w ogóle się zaczęło. Początek miał być w lutym. W okolicy walentynek. Przecież ja nigdy nie lubiłam walentynek! Więc dlaczego teraz miałoby być inaczej? Dlaczego miałabym spędzić je z facetem, o którym nie mogłam przestać myśleć, gdy tylko pierwszy raz go zobaczylam? A potem, gdy zdobył mój e-mail i napisal, że żałuje, że przegapił okazję, a teraz mnie nie ma, wyjechałam bez pożegnania, a on nie może o mnie zapomnieć, to już w ogóle byłam przeszczęśliwa. I sprawdzałam skrzynkę milion razy dziennie, wyczekiwałam e-maili, czytałam je po kilkanaście razy i byłam szczesliwa, tak po prostu szczęśliwa. Na myśl o facecie czułam to, czego nie czułam tak bardzo dawno.
Snułam plany, marzyłam, choć jednocześnie patrzyłam na to bardzo racjonalnie i nie zapomniałam się do końca. A przynajmniej starałam się. Bo byłoby kłamstwem, gdybym stwierdziła, że nie czekam na luty, na jego tutaj. Nie czekam na lipiec na mnie tam. I że nie kupiłam ślicznej bielizny. Dla niego.
Ale on jej już prawdopodobnie nie zobaczy. Z przyczyn niezależnych od niego, ode mnie. Zależnych od ważnych osób w jego życiu, które nie potrafią tego zrozumieć i zaakceptować.
A ja po raz kolejny w moim życiu czuję to samo. Dokładnie to samo. I mam żal. Do siebie, że uwierzyłam, chciałam. A przeciez nie powinnam! NIE POWINNAM.
Dopiero po 2 dniach to do mnie dotarło. Dopiero po 7 dniach od ostatniego e-maila. Nigdy tak długo nie milczał... A tamte smsy sprzed 2 dni przeczytałam dzisiaj po raz kolejny i dopiero dzisiaj je zrozumiałam.
Rihanna- Rehab. Tak.
Komentuj (6)